czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 3

Jestem normalna. Wyglądam normalnie. Czy tego nie widzisz?

-Liliano, to jest dr. Małgorzata Borejko. Będzie twoim lekarzem prowadzącym. Zajmie się Tobą. Powinna ci pomóc wyjść z tego. Nie będziesz cierpiała.
-Dziękujemy Panu, ale teraz proszę, abyście już pojechali. Ja się nią już tutaj zajmę.
Myślałam, że będzie tragicznie. Ale nie jest tak źle. Przyjemnie, na pewno bardziej kolorowo i przytulnie niż tam..  Cztery ściany. Tu i ówdzie odprysnęła farba. Zaskoczę was! Nie biała, tylko jasnoniebieska. Dwa okna bez klamek. Łóżko naprzeciwko drzwi. Tak będzie wyglądać moja najbliższa przyszłość..
-Lil, czy mogę tak do Ciebie mówić? - z moich rozmyślań, wyrwał mnie głos dr.Borejko. -
-Tak, oczywiście. Jak Pani woli. -uśmiechnęłam się szczerze do niej- Czy ja będę sama w tej sali? Czy kogoś tutaj dowiozą?
-Niestety będziesz sama. To była moja decyzja. Ale nie przejmuj się. Będę z Tobą cały czas. Jestem tutaj aby ci pomóc. Pamiętaj o tym. I mów mi Gosia. Proszę Cię.
-No dobrze, Gosiu. -czułam się tak dziwnie, mówiąc co doktorki po imieniu. Byłam za młoda na to. No ale cóż. Nie chcę sobie narobić bigosu. Wolę się jej podpasować jakoś.- A to będzie Pani, znaczy będziesz tu ze mną spała? Czy będziesz chodzić do domu?
-Mam łóżko w gabinecie lekarskim. Ale jeśli chcesz, bądź będzie taka potrzeba, da się je przenieść do sali. Więc spokojnie. A wolisz abym była tutaj z Tobą?
-Jakby się dało. Boję się. Jaa... -popłakałam się. Czego ja tak na prawdę chciałam? Sama nie wiem -
-Proszę Cię Lil, nie płacz. Uspokój się. Błagam. Połóż się na łóżku. Pójdę po wózek i pobiorę ci krew i podłączę kroplówkę, a później dostaniesz coś jeść.
-Niee!
-Co się stało?
-Ja nie chcę... Nie mogę..  Nie dobrze mi.. Muszę do łazienki..






~Gosia~


-Kochanie, uspokój się. Wierzę w ciebie. Oddychaj. Jestem przy Tobie. Nie możesz się tak łatwo poddawać. Lil..
-Ja nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie..
-Proszę wracajmy do sali. Ja zaraz wrócę do ciebie. Przyniosę ci coś, ale pamiętaj nic na siłę słoneczko.
-Troszczysz się o mnie bardziej niż moja mama. -Gdybyś kochanie znała całą prawdę... Ale niestety nie mogę.. -
-Jesteś teraz pod moją opieką. Mam cię uratować, a nie wkopać do grobu misiaku. Połóż się. Odpoczywaj. Nikt tu cię nie będzie bił, krzywdził, ani na ciebie krzyczał. Tutaj jesteś bezpieczna.. Przyniosę ci piżamkę. Załóż tylko tą bransoletkę jeszcze.
Zanim poszłam do kuchni i zabiegowego, zaniosłam jej obiecaną piżamę. Obiecała, że się przebierze bez żadnych dodatkowych sytuacji. Wracając do jej sali, zabrałam ze sobą dwa grube koce. Noce nie były za ciepłe, a szpitalne ogrzewanie za wiele nie grzeje.
-Halo! Lili, gdzie jesteś? -zapukałam do łazienki, ale nikt nie odpowiedział, więc postanowiłam wejść. Nie było jej. - Liliano, nie żartuj sobie! Gdzie jesteś? -zaczęłam biegać po korytarzu w poszukiwaniu mojej podopiecznej, ale jak na razie żadnego śladu-






-Skarbie tutaj jesteś! Dlaczego uciekłaś? Coś się stało?
-Widziałam go. On tu był! Ja się boję.. -widziałam jak stają jej świeczki w oczach- Proszę mamo, pomóż mi.. -mamo? Poczułam ciepłe uczucie, ale i mocne ukłucie. Moja intuicja mi podpowiada, abym się nie fascynowała tym-
-Lil, spokojnie. Jestem przy tobie. Kto to był?
-Mój był.. Miał nóż... Groził mi..
-Gdzie on był?
-Przed oknem.
-Skarbie byłam u ciebie w pokoju. Nikogo tam nie było. Pewnie ci się przewidziało.
-Nic mi się nie przewidziało!

Nie jestem ślepa. Ja go tam widziałam..

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 2

Z dnia na dzień zaczynam się sobie podobać. 

Nie mając co robić zaczęłam sobie śpiewać. Bo czułam się jak w więzieniu, w jakiejś celi, a ja jestem tylko w psychiatryku.

Moje myśli, słowa są szalone
Me marzenia w kaftanie uwięzione
O kurwa mać, czy będą silne by się z niego wyrwać? O tak!
Psychodelik, psychodeliczny styl 
On zaczyna być mną, ja zaczynam być nim! 
O Jezus Maria, jak mnie to rajcuje
Pojebią słowem myśli uwolnione!
Hej, człowieku, przemyśl to 
Nasz szpital jest wolny, choć panuje tam tłok! 
Jestem Macho - złodziej czasu 
W mroku nocy, psychicznej niemocy. 
A czas tik, tik, tiki, tiki, tik, tak...
Tik, tik, tiki, tik, tiki, tik, tak!


-Ratunku!!! Pomóżcie mi błagam! Nie wytrzymam tu dłużej. Niech mnie ktoś usłyszy...





Wiercę się cały czas, ból nie pozwala mi zasnąć. W głowie mam huk, nadgarstki i uda mnie szczypią. Łzy same spływają po policzkach. Gdybym zachowywała się jak mój ojczym, pewnie teraz zaczęłabym się modlić. Ale nim nie jestem! Przestałam wierzyć. Ale czemu? Nawet sama nie wiem. Zmieniłam się, co każdy zauważył. Chyba nie chciałam być podobna do mojego ojczyma. Myślę, że to na pewno to. Gdzie się podziała stara ja? Czy została ona z dawną miłością? Czy może ze starą mamą, która jeszcze gdzieś drzemie w tej nowej. Nikt tego nie wie. Chyba, że ty na górze. Ty na pewno wiesz.
-Panno Brown. Lekarz przyszedł. Proszę się położyć na łóżku i się nie ruszać.
-Dobrze, czyli mam tylko leżeć?
-Czy Pani nie rozumie? Tak!
-Poluzuj majty doktorku..
-Liliano, proszę rozbierz się. Zostań w samej bieliźnie i połóż się.
-Muszę?
-To jest rozkaz.






-Boli cię? Szczypie? Jeśli tak, przyniosę ci Lil plastry. Straciłaś dużo krwi. Jeśli jest..
-Jeśli jest co? Może kolejne leki, a może wizyta psychiatry? Myśli Pan, że zamknięcie mnie w czterech ścianach jest dobrym rozwiązaniem? Myli się Pan.
-Miałem na myśli, zawiezienie cię do szpitala. Dostaniesz jakąś kroplówkę czy inne rzeczy, ale nie wiem czy jest miejsce.
-Och przepraszam. Jestem za bardzo wybuchowa.
-Nic się nie stało. Rozumiem cię. Spokojnie. Chcesz przeciwbólowy?
-Jeśli by się dało. Strasznie szczypie. - powiedziałam ze łzami w oczach -
-Nie płacz. Uspokój się i ubierz w normalne ciuchy a ja zaraz wracam.
Nie płacz. Łatwo jest powiedzieć. Nikt nie chciałby być zamknięty w psychiatryku. Mogli by pomóc, ale po co! Lepiej jest zostawić cię samego, na pastwę losu i: 'róbta co chceta'. Taak, ta piękna magia szpitali. Jeszcze chcą mnie w kolejnym zamknąć. Jeszcze mi następną chorobę wykryją! Choć w sumie jestem już nienormalna, czy może być coś jeszcze? W tym momencie wpadło dwóch pielęgniarzy do mojej 'sali' i zaczęli mnie z niej wynosić. Szarpałam się, bolało mnie to, nie wiedziałam co oni chcą mi zrobić..





-Nie wierć się tak! Chcemy dla Ciebie jak najlepiej!
-To mnie wypuście. Gdzie mnie niesiecie? To mnie boli. Ratunku!
-Jedziesz do szpitala. Tam ci pomogą.
-Przecież jestem w szpitalu. Znaczy nie. To jest zakład psychiatryczny! Robicie ze mnie chorą. Ale psychicznie chorą, choć nie jestem!
-Gdybyś nie była, to byłabyś spokojna, a nie rzucała się jak wsza na grzebieniu. Do tego te rany na całym ciele. Jeszcze anoreksja i bulimia. Narkotyki też? Dajesz sobie w żyłę? Przyznaj się..
-Może i daję, ale to nie twój interes!
-Gdzie masz schowane żyletki?
-Po co ci to wiedzieć?
-Chcemy ci pomóc i musimy to wiedzieć.
-Takim sposobem na pewno mi nie pomożecie.
-Jesteśmy. Weź teraz posiedź przez 20 minut w spokoju. Nie chcemy interweniować.
-Zastanowię się, czy być dla was miła czy nie.
Co za niedorobione chamy! Że niby ja mam anoreksję i bulimię? Skąd mają takie podejrzenia? Przecież jestem normalna! W pełni normalna! Chcą ze mnie zrobić jeszcze gorszą wariatkę. Zwariuję tu. Nie wytrzymam dłużej. Tato zabierz mnie. Proszę. 





Jestem normalna. Wyglądam normalnie. Czy tego nie widzisz? 

Rozdział 1


~Lili~

-Mamo daj mi spokój! Jestem normalna! Cały czas tylko mnie upominasz i na mnie narzekasz! To nie jest normalne. Wiesz jak się czuję przez ciebie? I mi wcale nie mów, że to tylko dlatego, że się o mnie martwisz. Masz mnie w dupie! Jesteś tylko zajęta swoim ukochanym Krzysztofem i malutką Klarą. Nie wiesz co ja czuję. Nikt nie wie!

-Lili uspokój się. Nie mów tak. Kochamy Cię. Jesteś dla nas bardzo ważna. Martwimy się o Ciebie. Zmieniłaś się skarbie. 

-Ja się nie zmieniłam! To ty się zmieniłaś... Przez niego! I mi wcale nie mów, że tak nie jest. Też żyję i widzę, co się dzieje. Nie poznaję Cię mamo. Po odejściu taty jesteś innym człowiekiem. Jesteście okropni. I obydwoje siebie warci. 

-Teraz przegięłaś młoda damo. Nie będziesz obrażać matki ani własnego ojca. 

-Nie jesteś moim tatą! Mojego taty już dawno tu nie ma! Jesteś jedynie zasranym ojczymem! ....
 Ał! - złapałam się za policzek - Kolejny raz? Co ja ci kurwa zrobiłam? Powiedziałam ci pieprzoną prawdę w twarz, prosto w twoje zakłamane oczy! Nawet się nie waż uderzyć mnie jeszcze raz! Wynoszę się stąd. Nie mogę na was patrzeć. 
Trzasnęłam tylko drzwiami od salonu i wbiegłam po schodach prosto do siebie do pokoju, aby tylko na nich nie patrzeć. - Dlaczego ciebie tu nie ma tato? Gdzie jesteś? Tęsknię za tobą.. - Rozpłakałam się.. Może jednak mieli rację. Zmieniłam się. Ale to tylko z ich winy. Nie z mojej.





Nie mam tu nikogo. Jestem sama. Zmieniłam się? Jeśli schudnięcie 4 kilo w ciągu 2 tygodni, blada twarz i podkrążone oczy i trzęsące się pokaleczone ręce to zmiana, to oznacza, że stałam się kompletnie innym człowiekiem. Nie wracam na noc do domu. Nie mam zamiaru być bita jak to zawsze jest.
Nie widziałam już taty ponad 10 lat. Nadal zastanawiam się gdzie on jest, czy o mnie pamięta.. Czy już nie wie nawet, że istnieję..
Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Złapałam za mój telefon i najszybciej jak potrafiłam wpisałam kod.

"Siema Lil. Tu Kamil. Wychodzisz z nami? Za 15 minut pod mostem, tam gdzie zawsze. Liczymy ze przyjdziesz. Skład ten sam." 

Ucieszyłam się jak przeczytałam tego sms'a. Miałam ochotę się najebać. Tego w tym momencie było mi trzeba. Odpisałam: "Zaraz będę. Jak coś to czekajcie." Szybko nałożyłam czarne converse, i zarzuciłam czarną bluzę na siebie, bo jednak po 18 w kwietniu już jest chłodno. - Portfel, telefon, dokumenty, puder, jakieś ubrania, tabletki, żyletka. Wszystko mam. Mogę wychodzić. - Niczego nie zapomniałam więc mogę już sobie iść. Mam ich w dupie. Niech się martwią i myślą, że jestem grzeczną dziewczynką, która siedzi u siebie w pokoju... 






~4 miesiące później~


Jestem tu sama. Mogę płakać do woli. Nikt mnie nie słyszy. Sama w czterech ścianach. Zamknięta, przez tych głupich rodziców. Dlaczego myślą, że jestem nienormalna? Nie wiem. Potrzebuję wypić. Nie mam jak. Ręce mi się trzęsą. Ludzie ratunku! Mogłabym się tak drzeć całymi dniami a i tak dupa. Przyjdą trzy razy na dzień, dadzą coś jeść, choć i ja i tak tego świństwa nie jem. I ślad po nich zaginie. Mogę robić tu co chcę. Ale tak na prawdę nie mogę nic. Zero alkoholu, nie mam narkotyków, jedynie mam przy sobie ją. Schowaną, nikt mi jej nie zabierze! Nikt!



Z dnia na dzień, coraz bardziej zaczynam się sobie podobać.

piątek, 13 czerwca 2014

Witam :)

Cześć wszystkim. Już macie tam na górze nową stronę, wpadajcie poczytajcie o nowej bohaterce. Ja zawsze na początek nie wiem o czym mam pisać, więc może po prostu. Myślę, że wam się spodoba nowe opowiadanie. Niedługo pojawi się nowy PIERWSZY rozdział. Jak już pisałam wcześniej, będę je dodawać raz na tydzień. Zazwyczaj w soboty. Jeśli coś miałoby się zmienić bądź nie ukazać będę was informować. Liczę na komentarze z waszej strony. Tak więc do miłego zobaczenia :) Paaa