Jestem normalna. Wyglądam normalnie. Czy tego nie widzisz?
-Liliano, to jest dr. Małgorzata Borejko. Będzie twoim lekarzem prowadzącym. Zajmie się Tobą. Powinna ci pomóc wyjść z tego. Nie będziesz cierpiała.
-Dziękujemy Panu, ale teraz proszę, abyście już pojechali. Ja się nią już tutaj zajmę.
Myślałam, że będzie tragicznie. Ale nie jest tak źle. Przyjemnie, na pewno bardziej kolorowo i przytulnie niż tam.. Cztery ściany. Tu i ówdzie odprysnęła farba. Zaskoczę was! Nie biała, tylko jasnoniebieska. Dwa okna bez klamek. Łóżko naprzeciwko drzwi. Tak będzie wyglądać moja najbliższa przyszłość..
-Lil, czy mogę tak do Ciebie mówić? - z moich rozmyślań, wyrwał mnie głos dr.Borejko. -
-Tak, oczywiście. Jak Pani woli. -uśmiechnęłam się szczerze do niej- Czy ja będę sama w tej sali? Czy kogoś tutaj dowiozą?
-Niestety będziesz sama. To była moja decyzja. Ale nie przejmuj się. Będę z Tobą cały czas. Jestem tutaj aby ci pomóc. Pamiętaj o tym. I mów mi Gosia. Proszę Cię.
-No dobrze, Gosiu. -czułam się tak dziwnie, mówiąc co doktorki po imieniu. Byłam za młoda na to. No ale cóż. Nie chcę sobie narobić bigosu. Wolę się jej podpasować jakoś.- A to będzie Pani, znaczy będziesz tu ze mną spała? Czy będziesz chodzić do domu?
-Mam łóżko w gabinecie lekarskim. Ale jeśli chcesz, bądź będzie taka potrzeba, da się je przenieść do sali. Więc spokojnie. A wolisz abym była tutaj z Tobą?
-Jakby się dało. Boję się. Jaa... -popłakałam się. Czego ja tak na prawdę chciałam? Sama nie wiem -
-Proszę Cię Lil, nie płacz. Uspokój się. Błagam. Połóż się na łóżku. Pójdę po wózek i pobiorę ci krew i podłączę kroplówkę, a później dostaniesz coś jeść.
-Niee!
-Co się stało?
-Ja nie chcę... Nie mogę.. Nie dobrze mi.. Muszę do łazienki..
-Dziękujemy Panu, ale teraz proszę, abyście już pojechali. Ja się nią już tutaj zajmę.
Myślałam, że będzie tragicznie. Ale nie jest tak źle. Przyjemnie, na pewno bardziej kolorowo i przytulnie niż tam.. Cztery ściany. Tu i ówdzie odprysnęła farba. Zaskoczę was! Nie biała, tylko jasnoniebieska. Dwa okna bez klamek. Łóżko naprzeciwko drzwi. Tak będzie wyglądać moja najbliższa przyszłość..
-Lil, czy mogę tak do Ciebie mówić? - z moich rozmyślań, wyrwał mnie głos dr.Borejko. -
-Tak, oczywiście. Jak Pani woli. -uśmiechnęłam się szczerze do niej- Czy ja będę sama w tej sali? Czy kogoś tutaj dowiozą?
-Niestety będziesz sama. To była moja decyzja. Ale nie przejmuj się. Będę z Tobą cały czas. Jestem tutaj aby ci pomóc. Pamiętaj o tym. I mów mi Gosia. Proszę Cię.
-No dobrze, Gosiu. -czułam się tak dziwnie, mówiąc co doktorki po imieniu. Byłam za młoda na to. No ale cóż. Nie chcę sobie narobić bigosu. Wolę się jej podpasować jakoś.- A to będzie Pani, znaczy będziesz tu ze mną spała? Czy będziesz chodzić do domu?
-Mam łóżko w gabinecie lekarskim. Ale jeśli chcesz, bądź będzie taka potrzeba, da się je przenieść do sali. Więc spokojnie. A wolisz abym była tutaj z Tobą?
-Jakby się dało. Boję się. Jaa... -popłakałam się. Czego ja tak na prawdę chciałam? Sama nie wiem -
-Proszę Cię Lil, nie płacz. Uspokój się. Błagam. Połóż się na łóżku. Pójdę po wózek i pobiorę ci krew i podłączę kroplówkę, a później dostaniesz coś jeść.
-Niee!
-Co się stało?
-Ja nie chcę... Nie mogę.. Nie dobrze mi.. Muszę do łazienki..
~Gosia~
-Kochanie, uspokój się. Wierzę w ciebie. Oddychaj. Jestem przy Tobie. Nie możesz się tak łatwo poddawać. Lil..
-Ja nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie..
-Proszę wracajmy do sali. Ja zaraz wrócę do ciebie. Przyniosę ci coś, ale pamiętaj nic na siłę słoneczko.
-Troszczysz się o mnie bardziej niż moja mama. -Gdybyś kochanie znała całą prawdę... Ale niestety nie mogę.. -
-Jesteś teraz pod moją opieką. Mam cię uratować, a nie wkopać do grobu misiaku. Połóż się. Odpoczywaj. Nikt tu cię nie będzie bił, krzywdził, ani na ciebie krzyczał. Tutaj jesteś bezpieczna.. Przyniosę ci piżamkę. Załóż tylko tą bransoletkę jeszcze.
Zanim poszłam do kuchni i zabiegowego, zaniosłam jej obiecaną piżamę. Obiecała, że się przebierze bez żadnych dodatkowych sytuacji. Wracając do jej sali, zabrałam ze sobą dwa grube koce. Noce nie były za ciepłe, a szpitalne ogrzewanie za wiele nie grzeje.
-Halo! Lili, gdzie jesteś? -zapukałam do łazienki, ale nikt nie odpowiedział, więc postanowiłam wejść. Nie było jej. - Liliano, nie żartuj sobie! Gdzie jesteś? -zaczęłam biegać po korytarzu w poszukiwaniu mojej podopiecznej, ale jak na razie żadnego śladu-
-Ja nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie..
-Proszę wracajmy do sali. Ja zaraz wrócę do ciebie. Przyniosę ci coś, ale pamiętaj nic na siłę słoneczko.
-Troszczysz się o mnie bardziej niż moja mama. -Gdybyś kochanie znała całą prawdę... Ale niestety nie mogę.. -
-Jesteś teraz pod moją opieką. Mam cię uratować, a nie wkopać do grobu misiaku. Połóż się. Odpoczywaj. Nikt tu cię nie będzie bił, krzywdził, ani na ciebie krzyczał. Tutaj jesteś bezpieczna.. Przyniosę ci piżamkę. Załóż tylko tą bransoletkę jeszcze.
Zanim poszłam do kuchni i zabiegowego, zaniosłam jej obiecaną piżamę. Obiecała, że się przebierze bez żadnych dodatkowych sytuacji. Wracając do jej sali, zabrałam ze sobą dwa grube koce. Noce nie były za ciepłe, a szpitalne ogrzewanie za wiele nie grzeje.
-Halo! Lili, gdzie jesteś? -zapukałam do łazienki, ale nikt nie odpowiedział, więc postanowiłam wejść. Nie było jej. - Liliano, nie żartuj sobie! Gdzie jesteś? -zaczęłam biegać po korytarzu w poszukiwaniu mojej podopiecznej, ale jak na razie żadnego śladu-
-Skarbie tutaj jesteś! Dlaczego uciekłaś? Coś się stało?
-Widziałam go. On tu był! Ja się boję.. -widziałam jak stają jej świeczki w oczach- Proszę mamo, pomóż mi.. -mamo? Poczułam ciepłe uczucie, ale i mocne ukłucie. Moja intuicja mi podpowiada, abym się nie fascynowała tym-
-Lil, spokojnie. Jestem przy tobie. Kto to był?
-Mój był.. Miał nóż... Groził mi..
-Gdzie on był?
-Przed oknem.
-Skarbie byłam u ciebie w pokoju. Nikogo tam nie było. Pewnie ci się przewidziało.
-Nic mi się nie przewidziało!
Nie jestem ślepa. Ja go tam widziałam..


