Z dnia na dzień zaczynam się sobie podobać.
Nie mając co robić zaczęłam sobie śpiewać. Bo czułam się jak w więzieniu, w jakiejś celi, a ja jestem tylko w psychiatryku.
Moje myśli, słowa są szalone
Me marzenia w kaftanie uwięzione
O kurwa mać, czy będą silne by się z niego wyrwać? O tak!
Psychodelik, psychodeliczny styl
On zaczyna być mną, ja zaczynam być nim!
O Jezus Maria, jak mnie to rajcuje
Pojebią słowem myśli uwolnione!
Hej, człowieku, przemyśl to
Nasz szpital jest wolny, choć panuje tam tłok!
Jestem Macho - złodziej czasu
W mroku nocy, psychicznej niemocy.
A czas tik, tik, tiki, tiki, tik, tak...
Tik, tik, tiki, tik, tiki, tik, tak!
Wiercę się cały czas, ból nie pozwala mi zasnąć. W głowie mam huk, nadgarstki i uda mnie szczypią. Łzy same spływają po policzkach. Gdybym zachowywała się jak mój ojczym, pewnie teraz zaczęłabym się modlić. Ale nim nie jestem! Przestałam wierzyć. Ale czemu? Nawet sama nie wiem. Zmieniłam się, co każdy zauważył. Chyba nie chciałam być podobna do mojego ojczyma. Myślę, że to na pewno to. Gdzie się podziała stara ja? Czy została ona z dawną miłością? Czy może ze starą mamą, która jeszcze gdzieś drzemie w tej nowej. Nikt tego nie wie. Chyba, że ty na górze. Ty na pewno wiesz.
-Panno Brown. Lekarz przyszedł. Proszę się położyć na łóżku i się nie ruszać.
-Dobrze, czyli mam tylko leżeć?
-Czy Pani nie rozumie? Tak!
-Poluzuj majty doktorku..
-Liliano, proszę rozbierz się. Zostań w samej bieliźnie i połóż się.
-Muszę?
-To jest rozkaz.
-Boli cię? Szczypie? Jeśli tak, przyniosę ci Lil plastry. Straciłaś dużo krwi. Jeśli jest..
-Jeśli jest co? Może kolejne leki, a może wizyta psychiatry? Myśli Pan, że zamknięcie mnie w czterech ścianach jest dobrym rozwiązaniem? Myli się Pan.
-Miałem na myśli, zawiezienie cię do szpitala. Dostaniesz jakąś kroplówkę czy inne rzeczy, ale nie wiem czy jest miejsce.
-Och przepraszam. Jestem za bardzo wybuchowa.
-Nic się nie stało. Rozumiem cię. Spokojnie. Chcesz przeciwbólowy?
-Jeśli by się dało. Strasznie szczypie. - powiedziałam ze łzami w oczach -
-Nie płacz. Uspokój się i ubierz w normalne ciuchy a ja zaraz wracam.
Nie płacz. Łatwo jest powiedzieć. Nikt nie chciałby być zamknięty w psychiatryku. Mogli by pomóc, ale po co! Lepiej jest zostawić cię samego, na pastwę losu i: 'róbta co chceta'. Taak, ta piękna magia szpitali. Jeszcze chcą mnie w kolejnym zamknąć. Jeszcze mi następną chorobę wykryją! Choć w sumie jestem już nienormalna, czy może być coś jeszcze? W tym momencie wpadło dwóch pielęgniarzy do mojej 'sali' i zaczęli mnie z niej wynosić. Szarpałam się, bolało mnie to, nie wiedziałam co oni chcą mi zrobić..
Me marzenia w kaftanie uwięzione
O kurwa mać, czy będą silne by się z niego wyrwać? O tak!
Psychodelik, psychodeliczny styl
On zaczyna być mną, ja zaczynam być nim!
O Jezus Maria, jak mnie to rajcuje
Pojebią słowem myśli uwolnione!
Hej, człowieku, przemyśl to
Nasz szpital jest wolny, choć panuje tam tłok!
Jestem Macho - złodziej czasu
W mroku nocy, psychicznej niemocy.
A czas tik, tik, tiki, tiki, tik, tak...
Tik, tik, tiki, tik, tiki, tik, tak!
-Ratunku!!! Pomóżcie mi błagam! Nie wytrzymam tu dłużej. Niech mnie ktoś usłyszy...
Wiercę się cały czas, ból nie pozwala mi zasnąć. W głowie mam huk, nadgarstki i uda mnie szczypią. Łzy same spływają po policzkach. Gdybym zachowywała się jak mój ojczym, pewnie teraz zaczęłabym się modlić. Ale nim nie jestem! Przestałam wierzyć. Ale czemu? Nawet sama nie wiem. Zmieniłam się, co każdy zauważył. Chyba nie chciałam być podobna do mojego ojczyma. Myślę, że to na pewno to. Gdzie się podziała stara ja? Czy została ona z dawną miłością? Czy może ze starą mamą, która jeszcze gdzieś drzemie w tej nowej. Nikt tego nie wie. Chyba, że ty na górze. Ty na pewno wiesz.
-Panno Brown. Lekarz przyszedł. Proszę się położyć na łóżku i się nie ruszać.
-Dobrze, czyli mam tylko leżeć?
-Czy Pani nie rozumie? Tak!
-Poluzuj majty doktorku..
-Liliano, proszę rozbierz się. Zostań w samej bieliźnie i połóż się.
-Muszę?
-To jest rozkaz.
-Boli cię? Szczypie? Jeśli tak, przyniosę ci Lil plastry. Straciłaś dużo krwi. Jeśli jest..
-Jeśli jest co? Może kolejne leki, a może wizyta psychiatry? Myśli Pan, że zamknięcie mnie w czterech ścianach jest dobrym rozwiązaniem? Myli się Pan.
-Miałem na myśli, zawiezienie cię do szpitala. Dostaniesz jakąś kroplówkę czy inne rzeczy, ale nie wiem czy jest miejsce.
-Och przepraszam. Jestem za bardzo wybuchowa.
-Nic się nie stało. Rozumiem cię. Spokojnie. Chcesz przeciwbólowy?
-Jeśli by się dało. Strasznie szczypie. - powiedziałam ze łzami w oczach -
-Nie płacz. Uspokój się i ubierz w normalne ciuchy a ja zaraz wracam.
Nie płacz. Łatwo jest powiedzieć. Nikt nie chciałby być zamknięty w psychiatryku. Mogli by pomóc, ale po co! Lepiej jest zostawić cię samego, na pastwę losu i: 'róbta co chceta'. Taak, ta piękna magia szpitali. Jeszcze chcą mnie w kolejnym zamknąć. Jeszcze mi następną chorobę wykryją! Choć w sumie jestem już nienormalna, czy może być coś jeszcze? W tym momencie wpadło dwóch pielęgniarzy do mojej 'sali' i zaczęli mnie z niej wynosić. Szarpałam się, bolało mnie to, nie wiedziałam co oni chcą mi zrobić..
-Nie wierć się tak! Chcemy dla Ciebie jak najlepiej!
-To mnie wypuście. Gdzie mnie niesiecie? To mnie boli. Ratunku!
-Jedziesz do szpitala. Tam ci pomogą.
-Przecież jestem w szpitalu. Znaczy nie. To jest zakład psychiatryczny! Robicie ze mnie chorą. Ale psychicznie chorą, choć nie jestem!
-Gdybyś nie była, to byłabyś spokojna, a nie rzucała się jak wsza na grzebieniu. Do tego te rany na całym ciele. Jeszcze anoreksja i bulimia. Narkotyki też? Dajesz sobie w żyłę? Przyznaj się..
-Może i daję, ale to nie twój interes!
-Gdzie masz schowane żyletki?
-Po co ci to wiedzieć?
-Chcemy ci pomóc i musimy to wiedzieć.
-Takim sposobem na pewno mi nie pomożecie.
-Jesteśmy. Weź teraz posiedź przez 20 minut w spokoju. Nie chcemy interweniować.
-Zastanowię się, czy być dla was miła czy nie.
Co za niedorobione chamy! Że niby ja mam anoreksję i bulimię? Skąd mają takie podejrzenia? Przecież jestem normalna! W pełni normalna! Chcą ze mnie zrobić jeszcze gorszą wariatkę. Zwariuję tu. Nie wytrzymam dłużej. Tato zabierz mnie. Proszę.
-To mnie wypuście. Gdzie mnie niesiecie? To mnie boli. Ratunku!
-Jedziesz do szpitala. Tam ci pomogą.
-Przecież jestem w szpitalu. Znaczy nie. To jest zakład psychiatryczny! Robicie ze mnie chorą. Ale psychicznie chorą, choć nie jestem!
-Gdybyś nie była, to byłabyś spokojna, a nie rzucała się jak wsza na grzebieniu. Do tego te rany na całym ciele. Jeszcze anoreksja i bulimia. Narkotyki też? Dajesz sobie w żyłę? Przyznaj się..
-Może i daję, ale to nie twój interes!
-Gdzie masz schowane żyletki?
-Po co ci to wiedzieć?
-Chcemy ci pomóc i musimy to wiedzieć.
-Takim sposobem na pewno mi nie pomożecie.
-Jesteśmy. Weź teraz posiedź przez 20 minut w spokoju. Nie chcemy interweniować.
-Zastanowię się, czy być dla was miła czy nie.
Co za niedorobione chamy! Że niby ja mam anoreksję i bulimię? Skąd mają takie podejrzenia? Przecież jestem normalna! W pełni normalna! Chcą ze mnie zrobić jeszcze gorszą wariatkę. Zwariuję tu. Nie wytrzymam dłużej. Tato zabierz mnie. Proszę.
Jestem normalna. Wyglądam normalnie. Czy tego nie widzisz?



Nie mam pojęcia jak to skomentować...
OdpowiedzUsuńTo piękne i straszne w tym samym czasie.
Czekam na następny rozdział!
-D